Towarzystwo Urbanistów Polskich

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Aktualności > Aktualności > HISTORIA DECYZJI O WARUNKACH ZABUDOWY (WZ)-KRÓTKIE PRZYPOMNIENIE-najnowszy felieton B. Kolipińskiego

HISTORIA DECYZJI O WARUNKACH ZABUDOWY (WZ)-KRÓTKIE PRZYPOMNIENIE-najnowszy felieton B. Kolipińskiego

Email Drukuj PDF

Felieton ukazał się w periodyku Człowiek i Środowisko

Bartłomiej Kolipiński

HISTORIA DECYZJI O WARUNKACH ZABUDOWY (WZ) ? KRÓTKIE PRZYPOMNIENIE

Jeśli komuś powyższy tytuł skojarzy się z Historią Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) - krótki kurs to może być coś na rzeczy, bo i historia WKP(b), i decyzji WZ są historiami mistyfikacji. Ta druga, niestety, ciągle trwa i końca jej nie widać.
Decyzja o warunkach zabudowy stała się najbardziej rozpoznawalnym znakiem dzisiejszych czasów w planowaniu przestrzennym. Po pierwsze, symbolizuje zerwanie z socjalistyczną zasadą planowej zabudowy, po drugie, jawi się jako przyczyna licznych patologii urbanistycznych. Przypomnijmy: każdy, kto ma prawo do terenu, ma prawo do jego zagospodarowania zgodnie z ustaleniami planu miejscowego lub - jeśli planu nie ma - na podstawie decyzji WZ. Tak to zapisano w ustawach planistycznych, i tej z 1994 roku, i z 2003 roku. A ponieważ plany miejscowe i decyzje WZ ustanawiają gminy w ramach swoich zadań własnych, logiczny wydawał się wniosek, że jedne i drugie są narzędziami realizacji gminnej polityki przestrzennej. I tak to się przyjęło. Tak o tym zaczęli pisać i piszą do dziś, raczej zgodnie, komentatorzy ustaw. Nie przeszkadza im to toczyć na marginesie realnego życia sporów doktrynalnych na temat tego, czym jest decyzja WZ i czy w ogóle jest to decyzja (sic!).

Zastrzeżenia do decyzji WZ zgłaszali też urbaniści, od początku oceniając ją jako mniej skuteczny w porównaniu z planem miejscowym instrument kształtowania ładu urbanistycznego. Podkreślali, że drogą wydawania jednostkowych decyzji nie stworzy się spójnych i dobrze urządzonych przestrzeni miejskich, że bez planów przestrzeń stanie się nieprzewidywalna i konfliktogenna, a zabudowa rozproszona. Dlatego byli skłonni traktować ją jako narzędzia awaryjne stosowane w wyjątkowych przypadkach. Ale to się zmieniło z chwilą ostatecznego unieważnienia w 2003 roku planów miejscowych o peerelowskiej proweniencji, w wyniku czego Polska stała się krajem przestrzennego bezprawia (a swoją drogą ciekawe, że sprawa unieważnienia planów jest jakoś dziwnie przemilczana w dyskusjach o przyczynach kryzysu planowania przestrzennego). To spowodowało, że decyzja WZ otrzymała status mniejszego zła. Wiadomo: na bezrybiu i rak ryba. Zaczęto o decyzji WZ mówić już nie jako rozwiązaniu awaryjnym, lecz jako pełnoprawnym środku zastępującym plan miejscowy. Rozpoczął się proces jej oswajania, a nawet ? dzięki skojarzeniu ze smakowitym ciastkiem o nazwie "wuzetka"? swoistego osładzania. Towarzyszyły temu odpowiednie zmiany przepisów w ustawie z 2003 roku.Proces oswajania decyzji WZ i jej ekspansja zakończyły się pełnym sukcesem - w Polsce blisko połowa inwestycji realizowanych jest na podstawie decyzji o warunkach zabudowy. Zwycięstwo WZ powinno się "świętować" w marcu, na pamiątkę wydarzenia, jakim była zorganizowana w 2013 roku konferencja w Trybunale Konstytucyjnym poświęcona prawu planowania przestrzennego w Polsce. W czasie, gdy jej uczestnicy w swoich wypowiedziach nie zostawiali suchej nitki na decyzjach WZ, za oknami uwijali się robotnicy rozbudowujący siedzibę TK, oczywiście na podstawie "wuzetki". Czy może być lepszy dowód rzeczowy na zwycięstwo decyzji WZ, uwiarygodniony w dodatku "dobrym sąsiedztwem" z gmachem Kancelarii Rady Ministrów?

Ale dlaczego zwycięstwo WZ zapowiedziałem jako mistyfikację? Już wyjaśniam, przytaczając w tym celu pewne wydarzenie sprzed kilku lat. Otóż w gminie Kampinos odbyła się konferencja na temat niekontrolowanego zabudowywania otuliny parku narodowego. Pani wójt w zagajeniu, niczym chłopiec z baśni Andersena o szatach króla, powiedziała, że decyzja WZ nie jest żadnym instrumentem polityki przestrzennej gminy i ani ?wyjątkowo?, ani "awaryjnie" nie zastępuje miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Powiedziała oczywistą oczywistość. Decyzja WZ nie jest bowiem instrumentem kształtowania ładu przestrzennego z tej prostej przyczyny, że być nim nie może. Tak jak biedny ogórek w wierszyku Gałczyńskiego, tyle tylko, że ogórek śpiewać nie może z woli nieba, a decyzja WZ nie jest instrumentem z woli ustawodawcy. Zapisał on bowiem, że można ją wydać tylko wtedy, gdy potencjalny inwestor sobie tego zażyczy, i tylko taką, która jemu odpowiada, albo odmówić wydania decyzji. Koniec kropka! A to oznacza, że wydający decyzję o warunkach zabudowy wójt, burmistrz czy prezydent tak naprawdę o niczym nie decyduje. On jedynie potwierdza (lub zaprzecza), że w świetle obowiązującego prawa wnioskodawca będzie mógł się wybudować tam, gdzie chce, a niekoniecznie tam, gdzie by chciała gmina.


Na konferencji w Kampinosie nie było przedstawicieli opiniotwórczych środowisk eksperckich, ale nawet jeśli by byli, to nie sądzę, żeby tę informację z pierwszej ręki przyjęli do wiadomości. Panuje bowiem powszechna i wygodna zgoda, utwierdzona w licznych opracowaniach i prawniczych wywodach, że decyzja WZ choć niedoskonała, jest jednak instrumentem polityki przestrzennej. Chesterton zauważył, że bardziej wierzymy w to, co o wypadku ulicznym napiszą poranne gazety, a nie sąsiadce, która w przeciwieństwie do dziennikarzy wypadek ten widziała. Dlatego "z ostrożności procesowej" przywołam jednak do tej sprawy autorytety naukowe w osobach Michała Kuleszy i Waleriana Pańki, którzy już dawno temu napisali, że narzędziem realizacji polityki przestrzennej są tylko takie środki oddziaływania na zachowania inwestorów, które podmiot polityki może stosować w ramach pozostawionych mu przez prawo luzów decyzyjnych. Piszą Oni: "z polityką /ze strony władzy/ mamy do czynienia tylko wówczas, gdy może ona dokonywać wyboru swojego działania, np. co do treści podejmowanego rozstrzygnięcia".


Jeżeli ktoś przekona mnie, że decyzja WZ jest aktem wyboru, wszystko to, co tu napisałem - odwołam. Ale póki co, warto się zastanowić, skąd się ona wzięła i po co? Znamienne, że odpowiedzi na te proste wydawałoby się pytania, kluczowe dla zrozumienia nie tylko sensu decyzji WZ, ale i całego systemu planistycznego, są śladowo obecne w bogatej literaturze przedmiotu. Czas więc najwyższy, żeby tym się zająć. Zwłaszcza że jest dodatkowy powód dla dokonania takiej wykładni historycznej. Chodzi mianowicie o to, żeby poprzez przypomnienie uwarunkowań i argumentów uzasadniających przyjęte w ustawie z 1994 roku rozwiązania oddać sprawiedliwość pierwszym twórcom reformy planowania przestrzennego w Polsce. Ale to wymaga trochę więcej miejsca i dlatego o tym następnym razem.

 

Logowanie

Zalogowani użytkownicy uzyskują dostęp do nowych pozycji w menu i kalendarium, a członkowie TUP mają możliwość pisania artykułów na stronie