Towarzystwo Urbanistów Polskich

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
News > Aktualności > Felieton na pożegnanie KPZK 2030

Felieton na pożegnanie KPZK 2030

E-mail Print PDF
There are no translations available.

Bartłomiej Kolipiński

Akt bezmyślności

Kilka miesięcy temu w stanowisku TUP skrytykowaliśmy zamiar uchylenia "Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030", pisząc, że będzie to drugi po unieważnieniu planów miejscowych bezpośredni akt destrukcji systemu planowania przestrzennego w Polsce. Nie poskutkowało. Z dniem 13 listopada 2020 r. KPZK 2030 staje się dokumentem archiwalnym.

Dla porządku przypomnijmy okoliczności sprawy. Rząd wsłuchawszy się w opinie ekspertów postanowił zintegrować planowanie. Zaproponował więc, a sejm to przyjął, że strategia rozwoju kraju w wymiarze społecznym, gospodarczym i przestrzennym będzie wyrażana w jednym dokumencie: Koncepcji Rozwoju Kraju, i w związku z tym traci rację bytu odrębny dokument określający politykę przestrzenną państwa. I w zasadzie nie byłoby się do czego przyczepić, gdyby nie drobny szczegół, taki mianowicie, że Koncepcja Rozwoju Kraju będzie dopiero za dwa lata (oby!), a KPZK 2030 znika od zaraz.

W jednym ze swoich felietonów w "GW" prof. Matczak (mając na uwadze oczywiście zupełnie inną sprawę) wyjątkowo słusznie zauważył, że kulturalny ustawodawca nie powinien się śpieszyć. Ale może w tym przypadku rząd/sejm miał jednak jakieś powody, żeby nie zastosować się do tej uniwersalnej mądrości, i nie czekając na nowy dokument uchylić stary? Może, ale nic o nich nie powiedział, a samemu wskazać niełatwo. Trudno bowiem w KPZK 2030 znaleźć coś, pod czym obecnie rządzący nie mogliby się ze względów pryncypialnych (ideologicznych) podpisać. Wręcz przeciwnie: jest tam wiele myśli i argumentów pasujących do "dobrej zmiany", a nawet - bardzo nieśmiałe wprawdzie, ale jednak- uzasadnienie dla Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Co więcej, obecna ekipa rządowa nie musiała mieć obaw, że zapisy w KPZK 2030 będą dla niej jakimiś niewygodnym zobowiązaniem prawnym, ponieważ ich poprzednicy przyjmując ten dokument wprost w nim napisali (nb. nie całkiem zgodnie z ustawą), że jest on wyrazem strategicznego myślenia, kreślącym wizje przyszłości kraju, a w związku z tym nie stanowi podstawy prawnej do podejmowania konkretnych działań realizacyjnych. I wreszcie trudno zakładać, żeby projektodawcy przepisu uchylającego KPZK 2030 świadomie przyznali się do tego, że dokumenty określające wizje rozwoju są im niepotrzebne; musieliby chyba zapomnieć, jaka była społeczna reakcja na "odkrycie" Donalda Tuska, że wizje należy traktować jako przypadłość psychiatryczną.

Co więc legło u podstaw tej decyzji? Co przeszkodziło temu, żeby w ustawie napisać, że do czasu pojawienia się nowej koncepcji rząd będzie prowadził politykę przestrzenną na podstawie dotychczasowej. Obawiam się, że nic. Nieodżałowany Michał Kulesza powiedział kiedyś (publicznie), że unieważnienie planów miejscowych było aktem "barbarzyństwa legislacyjnego". Czy można tak powiedzieć o przepisie uchylającym KPZK 2030? Uważam, że nie. Wprawdzie jest to akt, nomen omen, też na "be", ale raczej bezmyślności. Bo o ile bez trudu można wskazać, komu na rękę było unieważnienie planów miejscowych i kto do dzisiaj czerpie z tego profity, to konia z rzędem temu, kto potrafi wyjaśnić, w czyim interesie leżało uchylenie KPZK 2030 i co miał na myśli ustawodawca podejmując tę decyzję.

 

Warszawa, 13 listopad 2020

 

Logowanie

Zalogowani użytkownicy uzyskują dostęp do nowych pozycji w menu i kalendarium, a członkowie TUP mają możliwość pisania artykułów na stronie