Towarzystwo Urbanistów Polskich

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Polemika z artykułem nt. Miasteczka Jeziorna opublikowanym w Gazecie Wyborczej

Spis treści
Polemika z artykułem nt. Miasteczka Jeziorna opublikowanym w Gazecie Wyborczej
Magdalena Staniszkis
Grzegorz Buczek
Wszystkie strony

Rozpełzanie się miast czyli maszynka do zarabiania pieniędzy.

Można by odpowiedzieć, że każde miasto było kiedyś nowe, łącznie z tymi, które Profesor opisuje gdzie indziej jako swoje ulubione. Ale te kiedyś nowe miasta, na przykład Praga, Kraków, Gdynia, z pięknymi śródmieściami, w pewnym okresie (w Polsce w latach osiemdziesiątych) zaczęły gwałtownie pączkować poza swoje granice. W żargonie planistycznym nazywa się to suburbanizacją. De facto jest to rozpraszanie się miast na okoliczne pola w postaci bezładnie zabudowanych (znów elegancko - zurbanizowanych) stref nie będących ani wsią ani miastem ani przedmieściem. Towarzyszą im centra handlowe, gigantyczne magazyny, gargamelowate biurowce i hotele czasem podejrzanej konduity.
Nie ma tam ulic i placów gdzie można sie spotykać, nie ma nic z atmosfery miejsca do mieszkania. Wąskie i długie kawałki terenów rolnych dzieli sie na możliwie małe działki budowlane, przez środek puszcza się jak najwęższy dojazd typu sięgacz. Jest prąd, bywa woda i gaz, ale kanalizacji już nie ma, bo cena kolektorów dla tak rozproszonej zabudowy jest gigantyczna. Pozostają więc szamba na działkach. Jako przykład polecam okolice Piaseczna koło Warszawy, co można obejrzeć w programie Google Earth.
Nie od dziś wiadomo, że ten sposób zabudowy rujnuje gminy wokół miast - mają obowiązek wykupywania terenów pod inwestycje celu publicznego, nawet jeśli się ich nie realizuje ale są narysowane na jakimkolwiek planie. Zadłużenie wspomnianej gminy Piaseczno w 2011r. wynosiło z tego tytułu 606 mln przy budżecie 195 mln, czyli 311%. Całkowite zadłużenie gmin w Polsce to 130 mld zł! Pomyślmy, do czyich kieszeni trafiają pieniądze tracone tak głupio przez gminy?
Tracą także mieszkańcy nowej zabudowy. Rozproszenie podraża koszty ich życia, jeżdżą w kółko i naokoło samochodami, bo wszędzie jest daleko, a sieci ulic nie ma. Nie wspominamy o likwidacji zielonych krajobrazów, charakterystycznych dla podmiejskich terenów, o tym jak życie w byle jakim otoczeniu wpływa na mieszkańców, dzieci zwłaszcza, o nieodwracalnym niszczeniu przestrzeni, która jest nieodnawialnym dobrem i w ramach konstytucyjnie gwarantowanego zrównoważonego rozwoju powinna być pod ochroną jak zasoby powietrza i wody.Jest dowiedzione, że opisany sposób zabudowy to doskonała maszynka do zarabiania pieniędzy, i w USA, gdzie się narodził przy błogosławieństwach neoliberalnie nastawionych myślicieli, doprowadził do powstania i pęknięcia osławionej bańki inwestycyjnej i kryzysu finansowego.

Miasto zwarte, Nowy Urbanizm.

Ale, również w USA, jakieś 30 lat temu rozpoczęło się poszukiwanie lekarstwa na bezpostaciowe zabudowywanie terenów. Pomysłów jest kilka, tu pozostańmy przy jednym, przy tzw. Nowym Urbanizmie. Jest to ruch architektów i urbanistów, którzy proponują budowanie zwartych, niewielkich zespołów miejskich, które mają wyglądać jak dawne, europejskie miasteczka albo te, które budowali w Ameryce pierwsi osadnicy, z rynkiem, główną ulicą, niedużym parkiem, z dominantami kościoła, ratusza, szkoły, poczty, z wyraźnie zaznaczoną i nieprzekraczalną granicą między miastem a otaczającymi go zielonymi obszarami. W budowie domów panuje harmonia, powstają według zasad przyjętych dla konkretnej miejscowości. I co najważniejsze, domy buduje się dla konkretnego odbiorcy, nie dla nieznanego kontrahenta developerskiej firmy. Czyli nie ma budowania na zapas a potem wprowadzania klienta, którego udało się złowić na rynku. Już w pierwszym osiedlu, Seaside na Florydzie (1981r.), projektu Elizabeth Plater Zyberk i Andresa Duany, dwójki z kilkorga głównych animatorów ruchu, domy powstawały przy udziale przyszłych mieszkańców - ale zmiany były możliwe tylko w granicach przyjętego dla miasta zestawu cech, swoistego kodu architektonicznego, tworzącego tożsamość miasta. I o dziwo, Amerykanie kochający wolność ponad wszystko i na pewno nie mniej niż Polacy, jakoś się nie zbuntowali.
Przeciwnie, Seaside odniosło niebywały sukces, powstawać zaczęły następne miasteczka. Wszystko to widać na satelitarnych obrazkach w Googlach i na stronach firmy DPZ. Atutem było odejście od anonimowości mieszkańca wielkiego miasta i możliwość bycia razem, atutem stało się też wzorowanie się m.in. na europejskich miastach ogrodach, czego autorzy nie ukrywali. Czyli podobało się to wszystko, co w tekstach w GW zostało zakwestionowane. Ale dajmy spokój nieudowodnionym pretensjom. Ważniejsze jest stwierdzenie, że Nowy Urbanizm pojawił się w Europie i w Polsce.

Nowy Urbanizm w Polsce.

W Polsce jako pierwsi zameldowali się twórcy Miasteczka Wilanów w Warszawie, do związków z Nowym Urbanizmem przyznają się tez autorzy pomysłów na warszawskie Miasteczka Ursus i Chrzanów. Dla porządku trzeba przypomnieć, że projektanci małego miasta Zielone Wzgórza pod Poznaniem już w 1981r., nic nie mówiąc o Nowym Urbanizmie, stworzyli dzieło dokładnie w jego duchu.
W końcu pojawiła się Jeziorna koło Siewierza. Architekt Maciej Mycielski, z międzynarodowym zespołem, mającym doświadczenia z pracy w firmach Duany Plater Zyberk (DPZ) i Leona Kriera, mistrzów w architektonicznym fachu, narysował projekt tego małego miasta. Najpierw powstał miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, czyli dokument prawa lokalnego, w którym zabroniono np. wieszania wielkich reklam i innych dziś powszechnie potępianych operacji, niszczących przestrzenie publiczne. Plan oczywiście konsultowano z mieszkańcami gminy, ale tak naprawdę udział jej mieszkańców, w tym być może przyszłych mieszkańców Jeziornej, miał miejsce w serii warsztatów, w których brali udział w projektowaniu domów i przestrzeni wspólnych, razem z naszymi architektami, w tym po Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej.
Ci bowiem, odwrotnie niż to się wydaje prof. Jałowieckiemu, są od lat uczeni współpracy z użytkownikami swoich projektów, podstaw funkcjonowania miasta, oglądania go z poziomu ulicy a nie tylko na makiecie, i ułatwiania życia mieszkańcom.
Warsztaty, prowadzone przy udziale wybitnego socjologa prof. Marka Szczepańskiego, były badaniem rzeczywistości i korygowaniem nie jej, jak by chciał prof. Jałowiecki, ale postaw projektantów wobec niej. Były budowaniem konsensu między zamiarem stworzenia miasta idealnego a możliwościami i potrzebami mieszkańców. Projektowano proces budowy miasta, zmieniając plany i powierzchnie domów. Z „miasta idealnego” wzięto świadomość tego, jak być powinno (optymalne rozwiązanie), a życie dorzucać ma uwarunkowania realizacji ideału (optymalne rozwiązanie w konkretnych warunkach). Gdzie tu jest miejsce na oskarżenie projektantów o chęć bycia demiurgami, podobno aż chorych z chęci zapisania się na kartach historii? Za słabą mamy wyobraźnię, żeby przewidzieć co się stanie w przyszłości, ale musimy wiedzieć, co chcemy żeby się stało. Można to nazwać marzeniem, ale architekt i urbanista ma obowiązek zapisywać marzenia w postaci planu w imieniu przyszłych mieszkańców. Na tym polega jego praca. Jeśli przy tym trafi na firmę taką jak ALTA S.A., która budując Jeziornę decyduje się na realizację planów i marzeń, to raczej należy jej pomagać niż wypisywać o jej działalności niezrozumiałe androny.
Warto przypomnieć, że ALTA była obecna na IV Kongresie Urbanistyki Polskiej w Lublinie w 2012r., prezentowała Jeziornę i zebrała wiele słów uznania. A proszę pamiętać, że my, urbaniści doświadczeni (w każdym znaczeniu tego słowa), nie jesteśmy skłonni do rozdawania pochwał bez przyczyny.

 



 

Logowanie

Zalogowani użytkownicy uzyskują dostęp do nowych pozycji w menu i kalendarium, a członkowie TUP mają możliwość pisania artykułów na stronie