Wizyta u kol. Michała Rościszewskiego

Friday, 09 November 2012 18:47 Elżbieta Joseph-Tomaszewska
Print
There are no translations available.

Wiosną tego roku kol. Michał Rościszewski zaproponował urządzenie pierwszego powakacyjnego spotkania Klubu Seniora Oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich w Katowicach, w jego siedzibie, w Dolinie Będkowskiej. Niejednokrotnie opowiadał o budowie, a ściślej – odbudowie gniazda rodzinnego i kolejnych jej postępach. Byliśmy ciekawi samego dworu jak i Doliny Będkowskiej.

Przyjechaliśmy 4 września w kilka samochodów, koło południa. Najpierw serdeczne przywitanie z gospodarzem, ogólny rzut oka na dwór i całe założenie z przedpolem w kierunku południowym, zakończonym niewielkim stawem (poniżej jest duże gospodarstwo rybackie). Dla chętnych – spacer w górę doliny. Jest ona najdłuższą w Parku Krajobrazowym „Dolinki Krakowskie” (7 km). Mnie szczególnie interesowały zmiany, jakie zaszły w ciągu 26 lat od naszego tu pobytu. Są ogromne. Znikły uprawy i łąki, większość widoków zasłoniły drzewa i krzewy. Utwardzoną drogę zastąpił asfalt (obecnie ul. Pod Sokolicą). Przybyło zabudowy w środku doliny. Otoczenie „Szumu” – największego wodospadu w parku, jest rozdeptane, brak jakiegokolwiek urządzenia turystycznego tutaj i w całej dolinie (jeśli nie liczyć pola namiotowego i punktu gastronomicznego w samym „centrum”), nawet informacji o atrakcjach turystycznych takich jak np. skała Iglica o 25-metrowej wysokości, czy o fakcie, że jesteśmy w parku krajobrazowym. Pionowa Sokolica o 90-metrowej wysokości jest widoczna z kilku zaledwie punktów. Nisko zawieszone kable dodatkowo psują wszystkie widoki z drogi.

Po powrocie ze spaceru rozpoczęło się biesiadowanie na tarasie. Łącznie było nas 17 osób (z trojgiem gospodarzy). Poczęstunek to bardzo dobry bigos. Do tego pieczywo, czerwone wino, później ciasta, kawa i herbata. Opowieściom co śmieszniejszych epizodów z życia biurowego i innych nie było końca. Potem kol. Michał oprowadzał po swoim domu. Masywne drzwi o półokrągłym nadprożu od północnej strony domu prowadzą wprost do ogromnego salonu, który w zależności od potrzeb ma zmniejszaną lub powiększaną powierzchnię przez rozsuwane drzwi. Kominek z kartuszem (herb Junosza), regały biblioteczne, zaciszny kącik ze stołem i siedziskami dookoła, portrety rodzinne (najwięcej wykonanych pastelami), różne oryginalne bibeloty, gabinet, jadalnia stylowo urządzona w bezpośrednim powiązaniu z na wskroś nowoczesną kuchnią, pokoje mieszkalne członków rodziny, gościnne sypialnie. Wszystko, mimo różnorodności, sharmonizowane i przesiąknięte specyficzną aurą starego domu z tradycjami. Ostatnia część spotkania to pieczenie kiełbasek przy ognisku, przy czerwonym barszczyku gospodarzy, obok altany w pobliżu niewielkiego stawu (bez komarów!). Wreszcie pożegnaliśmy utrudzonych, przemiłych gospodarzy, dziękując za ten wyjątkowo piękny dzień w naszym niezbyt już barwny życiu.

Na spotkaniu oprócz trójki gospodarzy obecne były Koleżanki i Koledzy: Maria Wiczyńska, Zofia Piękoś, Barbara Polak, Jan Tobiasz, Eleonora Kasior, Stefania Gałecka, Tadeusz Kmieć, Krzysztof Kafka, Franciszek Noszka, Aleksander Wazowski, Wojciech Rydz, Elżbieta J. Tomaszewska, Marek Tomaszewski i Maria Pałka.